niedziela, 18 października 2015

Mega szybkie ciasto kakaowe

Kto nie lubi słodyczy, ciastek, czekolady, cukierków i wszystkiego tego co osładza nam życie? Oj chyba nie ma takiej osoby i myślę, że nawet osoba mega fit raz po raz pozwala sobie na tego typu grzeszki... tak tak, tylko oni nazywają to zgrabnie "cheat day" lub "cheat meal" ;) :)
Ostatnio znalazłam w sieci, bardzo szybkie i proste ciasto kakaowe, bez dodatku jajek!

Potrzebne składniki:
- 300 gr mąki
- 200 gr cukru
- 150 ml oleju
- 250 ml wody
- 50 gr gorzkiego kakao
- 1 łyżeczka cynamonu ( opcjonalnie)
- 1 łyżeczki proszku do pieczenia
- 1 łyżeczka sody w proszku

Wykonanie:
Suche składniki połączyć ze sobą, następnie wlać mokre składniki i wszystko wymieszać dokładnie łyżką :) Gotową masę wlać do formy wyłożonej papierem do pieczenia. Piec 45 minut w piekarniku rozgrzanym do 170 stopni :)

Opcjonalnie można bawić się z polewą czekoladową, albo lukrem.



UWAGA!
Ciasto uzależnia! :) :) :) Jest lekko wilgotne, mięciutkie i pyyyyszne :)

niedziela, 4 października 2015

W poszukiwaniu pysznych miejsc - Kraków

Korzystając z przepięknej pogody, podbiliśmy Kraków :) Jesień tego roku nas rozpieszcza! To fakt :) Dość często bywamy w Krakowie ale mogę stwierdzić, że pomimo tych tłumów, lubię to miasto. Przy takiej pogodzie nic nie przeszkadza ;) Ale tym razem zamiast spacerować po rynku (byliśmy, ale chwilę), wybraliśmy bardziej "zielone" miejsce, a mianowicie Ogród botaniczny :) Jeszcze mało jesienny, ale piękny :) Wróciły wspomnienia sprzed ponad 7 lat, kiedy tydzień po ślubie ja i mój husband "strzelaliśmy" sobie właśnie w tym miejscu fotki. WRRRRÓĆ fotki nam "strzelał" fotograf ;) ;) ;)




W trakcie spaceru zaczęło burczeć w brzuszku ;) Tak więc nadszedł czas na odwiedzenie nowych miejsc, jeszcze nie sprawdzonych przez nas, ale polecanych przez internautów :)
Domowa kuchnia serwowana na ul. Straszewskiego 28, czyli "Smakołyki". Bardzo fajnie zaaranżowane miejsce, co ważne z kącikiem dla dzieci. Kącik wprawdzie nie był jakiś mega duży, ale był i to już jest plus :)


Wraz z moimi "towarzyszami" wycieczki wybraliśmy danie dnia, które składa się z zupy, drugiego dania i kompotu :) Dzisiaj podawany był rosół, ziemniaki, surówka i devolay, a jako popitka kompot chyba z rabarbaru ;) ale baaaardzo dobry!!!
Co ważne mogłam sobie zmienić zupę, ponieważ nie kocham rosołu (zjem wszystko, ale jak mam wybór to chętnie z niego korzystam ;) ) mogłam wziąć pomidorową.
Rosół zdaniem mojego taty i husband`a rewelacja :) Ja również mogę polecić z całego serca pomidorową, była lekko pikantna, a ryż al dente, gdzie zazwyczaj jest rozgotowany.
Drugie danie, nieco mnie rozczarowało, nie znalazłam masła w moim devolay (wyparował), a ziemniaki też nie podbiły mojego serca, natomiast surówka z czerwonej kapusty bardzo smaczna. Kompot jak wspomniałam wcześniej rewelka!!! Tymcio mój wybrał naleśniki z serem (11 zł) i był zadowolony z nich :) 
W trakcie oczekiwania na dania mieliśmy okazję usłyszeć grę na fortepianie ot taka niespodzianka :O
Ostatecznie mimo mojego "ale" do drugiego dania miejsce "Smakołyki" mogę polecić. Cena za danie dnia 16 zł, a to nie jest wygórowana cena jak na obiad w Krakowie.



































Przelot przez rynek i ...


... i czas na deser :) A deser skonsumowany w pijalni kawy i czekolady Choco Cafe na ul. Wiślnej 8, bardzo blisko rynku :) Wybraliśmy:
Choco FIT - świeże owoce, 3 gałki lodów (masakrycznie pysznych!), jogurt i mussli owocowe. Cena 14 zł.










Gorąca czekolada z piankami marshmallows. Cena 11,50 zł.


Mus brzoskwiniowy z lodami waniliowymi - cena 11,00 zł.


Bardzo przyjemne miejsce, gdzie można odpocząć, wyciszyć się i odpłynąć :) :) :)
UWAGA! Kącik dla dzieci wypasiony :P


Kończąc ten post, chciałam wszystkim polecić jeszcze jedno miejsce, już nie kulinarne, ale historyczne (mimo to nie nudne :P ). Kopiec Kościuszki. Widoki przepiękne!!! Wstępnie nie chciałam tam jechać, ale teraz nie żałuję :)



POZDRAWIAM(Y)!!!

piątek, 2 października 2015

Co by tu zjeść?

Oj to (prawie) codzienne pytanie chodzące mi po głowie ... co zjeść? co zrobić na obiad? Napisałam prawie, bo czasem stołujemy się u mamusi, a czasem podjedziemy gdzieś "na miasto" i wtedy większego problemu nie ma ;) Ale ileż można? Trzeba w końcu coś upichcić, ale CO? 
Dzisiaj, tak przy piątku, też miałam ten dylemat. Przysiadłam do moich zbiorów książkowych, ale czytając to wszystko, a co gorsza oglądając te kolorowe zdjęcia, przewracało się w brzuchu, a w lodówce mojej najwięcej to było światła :|  Gdzie mi tam do tofu, fig, czy innych wymyślnych składników ;)


W końcu zapytałam mojego Tymka pięcioletniego na co ma ochotę, ot tak :) Oczywiście istniało ryzyko, że powie naleśniki (a to, to ja nieeee, to mój husband robi the best), makaron z serem (ileż można, w jego przypadku) czy inne słodkości. Ale nie! Tymek powiedział "zupa pomidorowa". O! Zupa pomidorowa :) No i w przeciągu kilku chwil powstała pyszna, warzywna i mega pomidorowa, zupa pomidorowa :) :) :):D


Przepis:
  • Do garnka wrzuciłam pokrojoną marchewkę, pietruszkę, por, seler, ziele angielskie i liść laurowy. Wszystko zalałam wodą i gotowałam do momentu powstania bulionu warzywnego. 
  • Na patelnię wlałam odrobinę oliwy z oliwek i dodałam posiekaną cebulę. Sparzone pomidory, obrane ze skórki pokroiłam i wrzuciłam na rozgrzaną patelnie z przysmażoną wcześniej cebulką :) Przyprawiłam solą, pieprzem i bazylią.
  • Zawartość patelni połączyłam z pyrkającym bulionem warzywnym. Dodałam pół szklanki soku pomidorowego.
  • Doprawiłam solą do smaku i gotowe :) :) :)

niedziela, 15 lutego 2015

Odkrycia sandomierskie ;)

Niedzielny wieczór to moment, kiedy każdy kręci nosem bo wielkimi krokami zbliża się poniedziałek, czyli praca, koniec lenistwa, przyjemności, a czas na 5-dniową harówę :| Ja tym bardziej kręcę nosem, bo skończyły się ferie czyli nie jestem tylko po weekendzie, ale po 2-ch tygodniach lenistwa. Hmmm lenistwa, nie lenistwa, bo sporo się działo, ale w moim życiu znajdzie się także moment na jakąś podróż, wycieczkę, wyjazd. Tym razem z moją rodziną spędziłam weekend w Sandomierzu. Udało mi się odkryć dwa super miejsca, które właśnie w tym momencie chciałabym przybliżyć.
Na pierwszy strzał idzie Cafe Mała na ulicy Sokolnickiego 3 (bardzo niedaleko rynku, można powiedzieć, że na rynku ;) ). Jak sama nazwa wskazuje jest to niewielka kawiarenka, ale w niej same cuda <mniam>.
W celu rozgrzania się zamówiłam herbatę z cytrusami, cynamonem, imbirem w cenie 12 zł (chyba tyle, niestety paragon został wyrzucony, zanim się zorientowałam, że może mi być potrzebny :/ ). Herbata była naprawdę bogata w zimowe smaki :D


a do tego zupełne przeciwieństwo bo ... LODY :D ale lody podane z ciepłym sosem malinowym. Pychotki <omnomnom> tylko dlaczego tych pyszności było tak mało!!?? ;)


Tymek, mój 4-letni smakosz zażyczył sobie lody truskawkowe i waniliowe z owocami, pucharek w mig był pusty, co oznaczało, że smakowało :)


Klimat w kawiarence naprawdę bardzo przyjemny, żywe kolory i kącik dla dzieciaków :) co dla mnie ma ogromne znaczenie, ponieważ nie zawsze Tymek ma ochotę z nami siedzieć przy stoliku :)
Nie ukrywam, że zerkałam też na inne stoliki i każdy oblizywał się, z ochotą jedli naleśniki, czy pili owocowe smoothie :) POLECAM! Całe Mała można znaleźć na FB.

Kolejnym miejscem którym zachwyciłam się właśnie dziś to Bistro Podwale, które swoim wyglądem, kształtem na zewnątrz przypominał mi dom Hobbitów ;) Kto ciekawy zapraszam na ich profil na FB lub na www.bistropodwale.pl jest galeria ze zdjęciami :) Pierwsze co przykuło naszą uwagę (moją, męża i Tymka też ;) ) był nowoczesny wystrój z rzucającym się w oczy kącikiem dla dzieci!!! - bardzo ważny szczegół, zwłaszcza dla pociechy ;) Od razu poczuliśmy się dobrze, a zasiadając na wygodnych fotelach mogliśmy zrelaksować się na maxa!


Zamówienie było na słodko, chociaż słyszałam (podglądam i podsłuchuję oj nie dobra ja :P ), że mają bardzo dobre jedzenie, np. krem z pieczonych buraków i jabłek lub grillowana pierś z kurczaka w sosie cydrowym z pieczonym jabłkiem :D, ale nie zamawialiśmy nic obiadowego bo obiad czekał na nas u cioci. Tak więc zażyczyliśmy sobie kawkę Americana, herbatę cynamonową z cytrusami, imbirem, miodem i Bóg jeden wie z czym jeszcze, dla Tymka sok z jabłek sandomierskich ;) creme brulee (8,00 zł) i torcik czekoladowo miętowy (8,00 zł).









 Wszystko było doskonałe!!!


POLECAM Wam również to miejsce, no i oczywiście polecam Wam Sandomierz :) niewielkie, ale urokliwe miasto :) Ja jeszcze tam wrócę... My jeszcze tam wrócimy! :D :) :) :)


Ps. Odnośnie wcześniejszego posta nie samą dietą i ćwiczeniami żyje człowiek ;)

wtorek, 20 stycznia 2015

Byle do przodu :)

Nadszedł ten czas, kiedy mogę coś napisać o życiu :D o moim życiu ;) bo w końcu blog jest "o życiu i żarciu", więc nie tylko o żarciu, ale też o życiu HAHAHA zakręcona ja, niczym masło maślane ;)
Od nowego roku miało być już bez postanowień, przyrzeczeń i innych takich, ale nie... spięłam się i postanowiłam (a jednak ;) ) coś zrobić ze sobą, ze swoim życiem, wziąć w swoje ręce swoje ciało i duszę ;) Jakoś od samego początku roku wszystko się chrzani i w rodzinie i ze znajomymi, tak więc czas powiedzieć KONIEC! Koniec złej passy, niech się dzieje wola nieba, MUSZĘ czuć się dobrze, być zadowolona z siebie, a wtedy wszystko to co mnie będzie otaczało też będzie pozytywne, "negatywami" nie chcę się już przejmować! 



Od piątego stycznia powróciłam do smacznego, zdrowego odżywiania się i postanowiłam regularnie ćwiczyć, to jest to co uważam za priorytet kiedy chcemy pozytywnie myśleć, czuć się dobrze i być po prostu szczęśliwym :) To ma być mój lek na całe zło :)
Napisałam "powróciłam do smacznego, zdrowego odżywiania", ponieważ dwa lata temu (02.2013) miałam na tyle siły w sobie, że zechciałam zmienić swój wygląd, swoje ciało i dzięki wsparciu dietetyka zmyłam z siebie 20 kg syfu.



Przez ostatnie miesiące zauważyłam, że trochę się opuściłam w tym wszystkim, zaczęłam nieregularnie jeść, mało pić, a na wadze zaczęło przybierać. I znów nadszedł ten czas, by powiedzieć sobie STOP tak już być nie może :) Regularne jedzenie, zdrowe jedzenie, silna motywacja z każdej strony, ale przede wszystkim w sieci, gdzie poznaje tak wiele osób, które podziwiam za wytrwałość. Jeżeli one potrafią, to dlaczego nie ja :)
Jak narazie opieram się na przepisach i ćwiczeniach Ewy Chodakowskiej, czasem robię coś po swojemu, ale wciąż zdrowo, albo sięgam po przepisy od dietetyka... a czasem zgrzeszę, jestem tylko człowiekiem i błądzić ludzka rzecz ;) ale wyrzuty sumienia powodują, że szybko wracam do "normy" ;)



Oto moje postanowienie, trzymanie się w zdrowiu, zdrowo i dla zdrowia, dla siebie! (no może też dla moich bliskich, bo gdy jestem z siebie niezadowolona to też jestem wstrętna dla męża, dziecka, po prostu udziela się wszystkim :/ ). Piszę to tu bo wierzę, że ktoś to przeczyta i będzie trzymał za mnie kciuki. A tymczasem biegnę do kuchni przygotować pyszną kolację :)


MIŁEGO!!! :)

sobota, 10 stycznia 2015

Zabójczy omlet

Jak ważne jest śniadanie, nikomu nie trzeba chyba mówić. Śniadanie to podstawa, żeby móc funkcjonować na maksymalnych obrotach. Inaczej myślimy o "burczącym" brzuchu (przynajmniej ja tak mam :P ). Po drugie głodny Polak to zły Polak - coś w tym jest ;)

Dzisiejsze, sobotnie śniadanie było baaardzo syte, nawet nie spodziewałam się, że aż tak (nie dojadłam i resztki zjadł mężulo ;) :P ). W ostatnim poście wspominałam, że przepisy czerpię z udostępnionych na FB przepisów Ewy Chodakowskiej i to mój trzeci dzień :D
Omlet był polany słodkim musem śliwkowym (mus delicje! - polecam nie tylko do omletu!). Jak przyrządzić owe danie? Oto przepis:

Składniki :
- 4 jajka,
- 5-6 łyżek mąki pełnoziarnistej,
- 10 łyżek mleka 2%,
- oliwa z oliwek,
- 200 g śliwek mrożonych,
- 2 łyżeczki miodu,
- sól morska,
- cynamon.

Śliwki rozmroziłam i wrzuciłam do rondelka. Na małym ogniu podgrzewałam, po czym dodałam cynamon i miód. Od czasu do czasu mieszałam. W momencie kiedy śliwki były już bardzo miękkie, wręcz powstał z całości sos, zdjęłam z ognia i zblendowałam na mus.
Jaja roztrzepałam w misce ze szczyptą soli. Dodałam mąkę i mleko, po czym wszystko wymieszałam do jednolitej konsystencji. 
Patelnie wysmarowałam oliwą z oliwek, rozgrzałam na ogniu i wylałam na nią moją "miksturę" z jaj :) Omlet pięknie się ściął, udało mi się go nawet przełożyć na drugą stronę, tak aby obie były lekko zarumienione. Po zdjęciu z ognia omlet ułożyłam na talerzu i polałam musem śliwkowym :)

SMACZNEGO!!!

To żadna sztuka kulinarna zrobić omlet, więc gorąco polecam i namawiam wszystkich do spróbowania tego przepisu :)




piątek, 9 stycznia 2015

Ryż z cukinią i pomidorami

Wraz z przyjściem Nowego Roku, nadszedł czas na jeszcze zdrowsze jedzenie, regularne jedzenie i baaardzo warzywne :)
Skusiłam się wykorzystać przepisy pewnej znanej osoby, słynącej z mobilizowania i nakłaniania ludzi do zdrowego stylu życia i do ćwiczeń. Mam tutaj na myśli Ewę Chodakowską, która udostępniła na swoim profilu na Facebook`u przepisy na cały tydzień. To dopiero mój drugi dzień, który realizuję, ale z ręką na sercu muszę stwierdzić, że są one zdrowe, ale przede wszystkim SMACZNE!!!
Dzisiaj chciałam się z Wami podzielić przepisem na ryż z cukinią i pomidorami. Jest to prosty i szybki sposób na pyszne danie. 
Potrzebne nam będą następujące składniki:
- woreczek brązowego ryżu,
- dwie niewielkie cukinie,
- 2 pomidory (ja użyłam puszkę krojonych pomidorów),
- oliwa z oliwek,
- słonecznik,
- natka pietruszki,
- sól morska lub himalajska,
- pieprz czarny,
- pieprz ziołowy,
- majeranek,
- lubczyk,
- kurkuma.


Brązowy ryż ugotowałam w lekko osolonej wodzie. Ryż brązowy ma to do siebie, że musi się gotować dosyć długo bo około 30 minut. Myślę, że nie będzie dużym grzechem, gdy następnym razem użyję ryżu basmati. W tym czasie obrałam cukinie i pokroiłam je w kostkę. 
Oliwę z oliwek rozgrzałam na patelni i dodałam cukinię. Po około 3 minutach dodałam pomidory z puszki (wg przepisu miały to być pokrojone w kostkę pomidory, wcześniej sparzone i obrane ze skórki, ja wykorzystałam to co dostępne w lodówce, no i powiem szczerze, że poszłam na łatwiznę ;) ). Całość dusiłam 10-15 minut. Przyprawiłam łyżeczką majeranku, lubczyku, szczyptą pieprzu ziołowego. Po ugotowaniu ryżu dodałam go do warzyw i posypałam odrobiną kurkumy.
Całość wyłożyłam na talerz, posypałam natką pietruszki i słonecznikiem.
Cena wszystkich składników to około 8 zł.


SMACZNEGO!!!